Biuletyn ORL w Białymstoku, nr 4/2005 (X-XII 2005)
Wół roboczy szuka siana
Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że polityka i rządzenie polegają na oszustwie. Nie wie o tym szczególnie młodzież, która jest najbardziej podatna na szlachetne idee, takie jak etyka, misja czy powołanie. Dlatego, słysząc z ust rządzących akurat polityków, że „w służbie zdrowia teraz może i nie jest najlepiej, ale już wkrótce my to zmienimy”, młodzi wybierają zawód lekarza lub pielęgniarki, i żyją potem na granicy ubóstwa, wierząc, że niebawem będzie OK. Zakładają rodziny, pojawiają się nowe wydatki. Lata mijają, lepiej nie jest. Sponsorzy (w postaci rodziców i teściów) wymierają, trzeba samemu zacząć sponsorować siebie i swoje dzieci. I wtedy dopiero przychodzi otrzeźwienie. Do ludzi wreszcie dociera prawda, że w perfidny sposób dali się wykiwać i zagnać w do narożnika.
Uświadamiają sobie w końcu, że w służbie zdrowia znaleźli się w charakterze wołów roboczych, odwalających charytatywnie ciężką robotę, wpędzonych z premedytacją w mającą im zamknąć gęby pułapkę etyki, misji i powołania. Pracują w publicznych zakładach opieki zdrowotnej, które tzw. państwo z ulgą porzuciło na pastwę losu, przekazując je samorządom, oczywiście bez załącznika w postaci środków finansowych na ich utrzymanie, przy jednoczesnym zachowaniu państwowej kontroli nad wysokością, poborem i dystrybucją środków finansowych trafiających do systemu poprzez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Kłamstwa, brak skrupułów i brak etyki kolejnych ekip rządzących sprawiły, że ludzie podejmowali życiowe decyzje w sprawie wyboru zawodu, opierając się na fałszywych przesłankach. Bo jak można wymagać, by ktoś świadczył pracę za bezcen? A z czego pracownicy ochrony zdrowia mają niby wyżyć? Mają kraść zupę pacjentom, żeby ich dzieci nie zdechły z głodu? Przecież nie taka była umowa. Niebawem miało być lepiej, a już szczególnie – w wyniku reformy! Gdyby ludzi nie oszukano w tak ordynarny sposób, może nie wybraliby pracy w ochronie zdrowia, albo może zdążyliby zmienić zainteresowania, zanim nie stało się za późno.
Zgodzili się na kilka lat wyrzeczeń, na etykę, misję i powołanie, bo ich zapewniano, że rząd robi wszystko, aby poprawić sytuację. A tymczasem zarobki pielęgniarek i lekarzy zostały sprowadzone do granic absurdu i są poniżej średniej krajowej. Postępowanie polegające na wprowadzeniu kogoś w błąd i skłonieniu osoby oszukanej do rozporządzenia swoimi dobrami na własną niekorzyść jest karalne. A właśnie takie, nic nie mające wspólnego z etyką działania, są uprawiane nagminnie przez przedstawicieli władzy, którzy notorycznie łamią wszelkie umowy pisane i niepisane. Ale władze są bezkarne.
Każdy rząd powinien postawić sprawę jasno: „Nie pchajcie się do służby zdrowia, tam się nie dorobicie, chyba że na lewo. Ochronę zdrowia niech wybiorą tylko ci, którzy mogą żyć jedynie etyką, misją i powołaniem. I niech ci frajerzy nie liczą na jakąkolwiek poprawę, żeby potem nie było pretensji!” Wtedy by było i szczerze, i etycznie. Reguły gry jasne. A kto by się jednak zdecydował, wiedziałby, w co grzęźnie.
W ostatniej kampanii wyborczej nasłuchaliśmy się politycznego disco-polo, ale – co najgorsze – znalazło się wielu takich, którzy w to disco-polo uwierzyli. I to jest dramat. Platforma Obywatelska oferowała racjonalny system opieki zdrowotnej, uczciwie jednak zaznaczając, że jeśli ma on doprowadzić do poprawy w zakresie udzielania pacjentom świadczeń medycznych, to – w obecnych realiach gospodarczych kraju – nie obejdzie się bez partycypacji obywateli w kosztach tych świadczeń. Wygrał jednak populizm Prawa i Sprawiedliwości, obiecujący wszystkim wszystko za darmo i ustawiający pacjentów w regulowanych kolejkach.
W emitowanym przed wyborami programie „W imieniu obywatela” (TVP 2) Ludwik Dorn (wiceprzewodniczący PiS), w przytomności milionów telewidzów, na pytanie przedstawicielki Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Marii Balcerzak (czy PiS przewiduje podwyżki wynagrodzeń w służbie zdrowia), oraz moje (skąd na to PiS weźmie pieniądze), oświadczył, iż PiS zwiększy nakłady budżetowe w ochronie zdrowia z niecałych 4 proc. produktu krajowego brutto do 6 proc. Skoro obecnie nakłady te wynoszą ok. 36 mld zł, to proste wyliczenie wykazuje, iż potrzebne jest na ten cel „drobne” 18 mld zł. Tymczasem premier Kazimierz Marcinkiewicz wyliczył, że na realizację całego programu gospodarczego PiS wystarczy mu 12-14 miliardów zł.
To ja się tylko uprzejmie pytam, gdzie w tych 14 miliardach Marcinkiewicza mieści się nasze 18 miliardów, obiecane OZZL-owi i milionom telewidzów przez Dorna, przeznaczone tylko na opiekę zdrowotną? Wg nieoficjalnych wyliczeń ministerstwa finansów, koszty realizacji programu PiS wyniosłyby nie 12-14, a 18-20 mld zł, a SDPl szacuje je aż na 23 mld zł. Wyliczenia tej wciąż jednak nie uwzględniają obiecanych przez Dorna 18 mld zł na ochronę zdrowia. Jeśli je doliczyć, to nagle te koszty się podwajają i potrajają. Zaczynają wynosić nie 12-14 miliardów, ale 32 miliardy, lub 38 miliardów, lub nawet 41 mliliardów zł. A jest to już kwota nie do zaakceptowania nawet przez najlepszego twórcę fantazji z dziedziny science-fiction.
Dlatego OZZL uważa, iż PiS absolutnie i w żadnym wypadku nie będzie w stanie zrealizować swojego programu ani w całości, ani nawet w większej jego części, a w szczególności – w zakresie reformy systemu opieki zdrowotnej. I chyba PiS doszedł do tego samego wniosku (szkoda tylko że nie przed wyborami, a po, bo wtedy nie byłoby oszukiwania wyborców) i oddał ministerstwo zdrowia reprezentującemu opcję bardziej zbliżoną do programu Platformy Obywatelskiej Zbigniewowi Relidze, aczkolwiek przy kontroli swojego człowieka, Bolesława Piechy jako wiceministra.
Istnieje niewielka nadzieja, że rząd weźmie pod uwagę propozycję OZZL, którego autorski projekt ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym został pomyślany jako kompromis pomiędzy programami PO i PiS, proponujący rynkowy system udzielania świadczeń medycznych i współpłacenie pacjentów za niektóre usługi, bez konkursu ofert i limitów. Pozwoliłoby to na znacznie większą elastyczność systemu i dawałoby nadzieję pacjentom i lekarzom, że teraz to już naprawdę niedługo może być lepiej.
Przed lekarzami znikłoby widmo konieczności wyjazdu na Zachód. Jeśli znajdzie się porządny i uczciwy pastuch, da swoim wołom roboczym pastwisko. Jeżeli jednak pastuchowi zabraknie etyki i uczciwości, wycieńczone i wygłodniałe woły zaprzestaną orania i ruszą w poszukiwaniu siana. Zwłaszcza te młode, zdrowe i bardziej energiczne. Przekroczą granice ugoru i poszukają sobie pokarmu gdzie indziej. A polski pług, razem z misją i powołaniem, zacznie im zwisać pod ogonem.
|