O nas Sprawy organizacyjne Poczta do ZK OZZL Archiwum
Aktualności
Konferencje prasowe
Opinie prawne

„Gazeta Lekarska” Nr 7-8/2006

Hipokrates? Nie dla frajerów!

Ryszard Kijak

Jeżeli jakiś wredny politruk (tu wyjaśnienia dla najmłodszych: 1. „politruk” to skrót rosyjskich słów „politiczeskij rukawaditiel”, po polsku – „nadzorca polityczny”, 2. „wredny” – wiadomo), więc – jeśli ów politruk chce pogrozić lekarzom pięścią i zagnać ich z powrotem na właściwe miejsce, czyli na drzewo, to natychmiast wypomina im przysięgę Hipokratesa.
Ale w tym samym momencie wyłazi z niego totalny dyletant i kompletny bałwan. Bo jeśli się coś mówi, to jeszcze trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Dlatego niezbędne jest tutaj przypomnienie treści owej sławetnej przysięgi, większości znanej ze słyszenia, a niewielu – z faktycznej treści.

Umowa z premierem Apollinem

„Przysięgam Apollinowi lekarzowi, Eskulapowi, Hygiei i Panakei, wszystkim bogom i boginiom, biorąc ich na świadków, jako przysięgi tej i zobowiązań następujących dochowam ściśle według sił moich.
Mojego nauczyciela w sztuce lekarskiej na równi z rodzicem moim szanować będę, moje mienie z nim podzielać, a w przypadku, czegokolwiek zapotrzebuje, z wdzięcznym sercem dostarczać mu będę; dzieci jego za rodzonych braci uważać, a na żądanie uczyć je będę sztuki lekarskiej bez wynagrodzenia i bez jakiegokolwiek z ich strony zobowiązania.
Prawidła sztuki, wykład jej ustny i całą naukę właściwą wygłaszać będę moim synom, mojego nauczyciela synom i innym przysięgą lekarską związanym uczniom: oprócz tych nikomu więcej.
Sposób życia urządzać będę chorym dla ich dobra podług sił moich i zdolności, dalekim będąc od wszelkiego uszkodzenia i krzywdy wszelkiej. Nigdy nikomu, ani na żądanie, ani na prośby niczyje, nie podam trucizny, ani też nigdy takiego sam nie powezmę zamiaru, jak również nie udzielę żadnej niewieście środka poronnego. W czystości i niewinności świętej zachowam życie moje i sztukę moją.
Do czyjegokolwiek domu wnijdę, celem wejścia mojego będzie jedynie dobro chorego, jako nigdy kierować mną nie będzie rozmyślne bezprawie, ani występek, ani chęć lubieżna, bądź względem niewiasty, bądź względem mężczyzny, ani wolnych, ani niewolników.
Cokolwiek podczas pełnienia obowiązków zawodu mojego, a nawet poza obrębem czynności lekarskich, w życiu ludzkim zobaczyłbym lub posłyszał co rozgłaszane być nie potrzebuje, przechowam w milczeniu, nigdy nikomu nie wydając tego.
Jeżeli przysięgi tej dotrzymam w świętości i w niczym jej nie naruszę, oby mi wolno było w szczęśliwości i poważaniu wszystkich ludzi wieść życie po wsze czasy i błogich owoców sztuki mojej używać w obfitości; jeżeli naruszę przysięgę tę i stanę się wiarołomny, przeciwnej niech doznam doli.”
Hipokrates z Kos (460-377 p.n.e.), „Historia medycyny” pod red. prof. dr. hab. med. Tadeusza Brzezińskiego, PZWL, Warszawa 1988, str. 57)

Błogie owoce w obfitości

A zatem, w opracowanej przez siebie treści ślubowania, prof. dr hab. med. Hipokrates z Kos wyraźnie mówi o stosunku do nauczycieli, o zasadach dydaktyki, sztuki medycznej i etyki, o zachowaniu tajemnicy lekarskiej i wreszcie o wynagrodzeniu (lub jego braku) za taką czy inną postawę. Ani słowem nie wspomina zaś o jakiejś służbie, powołaniu, misji, albo o innych dyrdymałach, które zostały stworzone znacznie później, w celu wymuszenia na lekarzach (albo wyłudzenia od nich) bezpłatnego lub też pół-darmowego udzielania świadczeń medycznych.
Treść przysięgi wcale nie obliguje lekarza do wykonywania zawodu za ochłap, czy wręcz za darmo (nawet Hipokrates nie odważył się na taki wygłup). Mówi natomiast o tym, że w zamian za dochowanie tych wszystkich, niemal zakonnych, zobowiązań, których medyk się podjął, ma on „w szczęśliwości wieść życie i błogich owoców sztuki swojej używać w obfitości”. I to jest właśnie pełny sens umowy, zawartej pomiędzy premierem Apollinem, reprezentowanym na Ziemi przez ministra zdrowia Hipokratesa z Kos, a świadczeniodawcą – medicusem, wykonującym usługi zdrowotne. W zamian za rzetelne wypełnianie obowiązków służbowych, minister zapewnia lekarzowi sowite wynagrodzenie: życie w szczęśliwości i używanie błogich owoców w obfitości.
Nie można więc rozumować jak wspomniany na wstępie tępy PRL-owski politruk, i domagać się realizacji tylko pierwszej części umowy („jedynie dobro chorego”), ignorując jej drugą część („błogie owoce w obfitości”). A tak się niestety w Polsce dzieje już ponad sześćdziesiąt lat, przynajmniej w odniesieniu do zawodu lekarza. I tak jest zakłamywana przysięga Hipokratesa.

W kamaszach z kałaszem

O ile jednak człowiek PRL-u był uwiązany na łańcuchu, to teraz się trochę zmieniło, bo jesteśmy już w Unii Europejskiej. A to powoduje m.in., że nasze uczelnie medyczne za kolosalne pieniądze kształcą fachowców, którzy natychmiast po zrobieniu specjalizacji, bez najmniejszych trudności wyjadą z kraju i z łatwością znajdą pracę gdzie indziej. Jeśli zarobki lekarzy w Polsce nie ulegną radykalnej poprawie, zjawisko to będzie się nasilać. Czy biedną Polskę stać na to, aby fundować bogatej Europie specjalistyczne kadry? Bo jeśli nie, to trzeba będzie zamknąć parę akademii medycznych, gdyż ich działanie straci uzasadnienie z punktu widzenia ekonomii państwa.
Z kolei ci, którzy nie wyjadą, ciągle będą siać niepokój społeczny. Nawet w kamaszach. Zwłaszcza, gdy będąc już w kamaszach, dostaną do ręki kałasza. Bo lekarze nigdy nie pogodzą się z upadlającym ich poziomem wynagrodzeń. I ciągle będą wysuwać postulaty płacowe. A jakiego wynagrodzenia powinni żądać? Odpowiedniego? Godziwego? Adekwatnego? Właściwego? Satysfakcjonującego? Genialny Hipokrates podpowiada: „Obfitego”! I takiego sformułowania należy się właśnie trzymać:
ZGODNIE Z PRZYSIĘGĄ HIPOKRATESA, LEKARZE ŻĄDAJĄ OBFITEGO WYNAGRODZENIA I ŻYCIA PO WSZE CZASY W SZCZĘŚLIWOŚCI I POWAŻANIU.

Zezwolenie na strajk

Natomiast za darmo, również zgodnie z omawianym, wiekopomnym dziełem – lekarze mogą jedynie nauczać synów swojego nauczyciela, co jest postawione jasno i bez możliwości innej interpretacji. Od córek trzeba już brać kasę, bo o nich w tekście nie ma ani słowa.
Przysięga Hipokratesa jest bardzo humanitarna nie tylko w stosunku do świadczeniobiorców (pacjentów), ale również w odniesieniu do podmiotów świadczących usługi medyczne: lekarze mają dochować przysięgi „ściśle według sił”. Jeżeli zatem sił braknie, wskutek np. ostrego niedoboru przewidzianych przez Ojca Medycyny „błogich owoców” i związanego z tym braku „szczęśliwości”, czyli po prostu z prozaicznego deficytu środków na utrzymanie, albo z przemęczenia ciągłą walką na kilku frontach, to śmiało można złożyć wymówienie z pracy. Tak uważał Hipokrates.
Określenie „ściśle według sił” oznacza przecież, iż nie jest to przysięga niewolnika. Nie przywiązuje chłopa do roli. Daje doktorowi prawo do oceny własnych możliwości w danym momencie. Tym samym, przewidujący Hipokrates upoważnił lekarzy do składania wypowiedzeń.
„Sposób życia urządzać będę chorym dla ich dobra podług sił moich i zdolności, dalekim będąc od wszelkiego uszkodzenia i krzywdy wszelkiej.” W tym zdaniu mądry Grek, uzależniając udzielanie usług medycznych od zasobu energii świadczeniodawcy („podług sił moich”!), znów daje furtkę tym, którzy opadli z sił: jako ludzie przemęczeni, lekarze powinni trzymać się z daleka od „wszelkiego uszkodzenia”!
Zatem autor dodatkowo przewidział tu (w pewnych warunkach) możliwość oddalenia się od pacjenta, dla dobra tego ostatniego. Równa się to upoważnieniu do stosowania innych (oprócz rozwiązania umowy z pracodawcą) form protestu, z regularnym strajkiem polegającym na przerwaniu pracy włącznie. Dlatego Hipokratesa mogę potraktować jako pierwszego w historii ideologa lekarskich związków zawodowych.

Wręcz przeciwna dola
Znakomita większość lekarzy polskich „przysięgi tej dotrzymuje w świętości i w niczym jej nie narusza” i choć za to powinna „w szczęśliwości wieść życie i błogich owoców swej sztuki używać w obfitości”, niestety – „wręcz przeciwnej doznaje doli ”.
Żeby zebrać owoce, trzeba zasiać ziarno i spulchnić glebę, inaczej owoc nie wyrośnie. Gleba jest zaniedbana od wielu lat. Zgodnie z duchem doktryny Hipokratesa, lekarze zabrali się wreszcie za spulchnianie tej gleby w celu wyhodowania błogich owoców w obfitości. Pokrzepieni owymi owocami, urządzą pacjentom sposób życia dla ich dobra podług sił oraz zdolności i wówczas zrealizowana zostanie pełna treść przysięgi Hipokratesa, a nie tylko jej niektóre (te nieocenzurowane przez PRL i III RP) fragmenty.
A wszystko dla satysfakcji Apollina lekarza, Eskulapa, Hygiei, Panakei oraz pozostałych bogów i bogiń, w tym oczywiście – wszystkich pacjentek i pacjentów.

(Tekst nie uwzględnia poprawek redakcyjnych „GL”)