Newsweek 22/2006, 4.06.2006 r.
Bajki dla lekarzy
Ryszard Kijak
Tabloidy nazywają nas terrorystami, a minister Dorn grozi likwidacją szpitala MSW w Łodzi. Jesteśmy podobno pazerni, bo żądamy podwyżek – 30 procent w tym roku, 100 procent – w przyszłym.
Przed wejściem do Unii Europejskiej Czesi i Węgrzy podwyższyli swoim lekarzom wynagrodzenia do takiego poziomu, że emigracja zarobkowa przestała się im opłacać. W Polsce zapomniano o tym, więc coraz więcej lekarzy wyjeżdża. I coraz więcej ma dość finansowej dyskryminacji. Dlatego gdy okazało się, że perswazja nie wywiera na rządzie wrażenia, strajki objęły również oddziały dziecięce i onkologiczne. W poprzednich latach były one wyłączane z tych akcji, choć pediatrzy i onkolodzy są równie paskudnie opłacani jak inni lekarze.
Ale w poprzednich latach związki zawodowe lekarzy robiły wiele więcej, niż nakazywałby im rozsądek. Choćby to, że same podsuwały projekty systemowych zmian, bombardowały nimi media i polityków. Apelowały o reformy, przestrzegając przed nadciągającym kryzysem. Niestety, ta gra toczy się od lat, zmieniają się tylko nazwiska premierów i ministrów zdrowia.
To nie lekarze uniemożliwili zbudowanie sensownego systemu służby zdrowia. Nadzieje na taki system pojawiły się tylko raz – w 1999 roku, kiedy to rząd AWS-Unii Wolności wprowadził ubezpieczeniowy system ochrony zdrowia, oparty na kasach chorych. Niestety, z systemu wycięto wiele racjonalnych mechanizmów, na przykład Krajowy Związek Kas Chorych, który miał unifikować na skalę krajową rozwiązania wypracowane w poszczególnych kasach, oraz skreślono (na wniosek UW) słynny art. 4a, przewidujący możliwość realizacji powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego przez instytucje komercyjne.
Te wszystkie wady chciał poprawić Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, pisząc projekt zmiany ustawy i po zebraniu stu tysięcy podpisów wnosząc go do Sejmu jako projekt obywatelski. Niestety, zamiast poprawiać system kas chorych, partie polityczne poddały go podczas kampanii wyborczej w 2001 roku totalnej populistycznej krytyce. Wbrew logice zarżnięto eksperyment tuż po jego narodzinach. Egzekutorem stał się SLD. Obywatelski projekt nie wszedł nawet pod obrady, ponieważ w tym samym czasie sejmowa komisja zdrowia kończyła już prace nad projektem ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia autorstwa ministra Mariusza Łapińskiego. I ten właśnie model destrukcyjnego i niekonstytucyjnego gniotą wciśnięto społeczeństwu.
Utworzony został NFZ, z ręcznym sterowaniem, ubezwłasnowolnieniem oddziałów wojewódzkich i związaną z tym niechęcią do kreatywnych działań, przy chronicznym deficycie nakładów i braku dopływu środków dodatkowych. Koncepcja ta zupełnie się nie sprawdziła. Ba, generuje wydłużające się kolejki pacjentów, ogranicza zastosowanie nowych technologii medycznych, powoduje notoryczne zadłużanie się zakładów opieki zdrowotnej i blokuje możliwość wzrostu wynagrodzeń.
W działalności NFZ nie można się dopatrzyć innej logiki niż chęci partyjnego manipulowania ogromnymi (rzędu 36 miliardów złotych) środkami, czego nie da się wykluczyć przy tak dziś rozwiniętej księgowości kreatywnej. Hipotetycznie wystarczy przecież opóźnić przekazanie do wojewódzkich oddziałów NFZ kolejnych dwóch czy trzech miliardów złotych o kilkanaście dni, żeby wygenerować dodatkowe dochody, które można przeznaczyć na różne pokątne cele, chociażby partyjne.
Już pod rządami niefortunnej reformy Łapińskiego OZZL przygotował własny projekt racjonalnego systemu opieki zdrowotnej. Oprócz zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do 6 procent produktu krajowego brutto projekt przewiduje przede wszystkim demonopolizację płatnika (czyli utworzenie kilku konkurujących ze sobą instytucji ubezpieczeniowych), stworzenie koszyka świadczeń medycznych (określającego, jakie świadczenia obywatel ma zagwarantowane, a za jakie powinien dopłacić lub zapłacić), konkurencję między świadczeniodawcami oraz współpłacenie pacjenta za część świadczeń, z którego wyłączeni byliby pacjenci najubożsi.
Przekonywaliśmy do niego polityków wszystkich opcji, organizowaliśmy spotkania i konferencje prasowe. Przesyłaliśmy nasz projekt rządowi, ministrowi zdrowia, posłom. I znów nic. Co najwyżej odpowiedź, że system będzie zreformowany w ciągu siedmiu lat Ale w jakim kierunku? Nie wiadomo.
Kiedy przegraliśmy walkę o zmiany systemowe, podjęliśmy prostą walkę o płace. Warto bowiem przypomnieć o jeszcze jednej prawdzie: nie będzie bezpiecznego systemu opieki zdrowotnej dla obywateli, a jednocześnie godnego wynagrodzenia dla kilkusettysięcznej rzeszy pracowników, bez zwiększenia wydatków na ochronę zdrowia.
Projekt naprawy finansów służby zdrowia, który przyjął rząd, zakłada m.in. zwiększenie środków na opiekę zdrowotną o 15 mld zł w ciągu trzech najbliższych lat. Jak to ma być jednak zrobione? Premier Marcinkiewicz mówi o 5 miliardach złotych w pierwszym roku, wicepremier Gilowska wspomina o 6 miliardach, ale nikt nie podaje konkretnych źródeł finansowania tego wzrostu. – To jest porównywalne z obietnicami wybudowania trzech milionów mieszkań w ciągu czterech lat – uważa przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel. I w obecnej chwili ma niestety rację.
|